• enfield.jpg
  • tf baner dawid.jpg
  • tlo2.jpg
  • wall1.jpg

Forgot password? | Forgot username? | Register

Salamandra 13-15.06.2014

Salamandra 13-15.06.2014

Łopatki wirnika rytmicznie mieliły rozedrgane powietrze niczym upiorny sekundnik odliczający czas w
dusznym piekle prowincji Bashra. Wielki śmigłowiec leniwie niczym opasły, stalowy żuk przelatywał
nad jałową,kamienistą ziemią zostawiając za sobą kolejne wzniesienia.
W brzuchu śmigłowca, z rozświetlanego tylko bladym światłem kontrolek półmroku wyróżniało się
pięć, tylko o ton ciemniejszych od tła sylwetek żołnierzy w skupieniu wyczekujących sygnału do
destanu.
Nikt nie dawał po sobie poznać ale każdy odczuwał ten sam niepokój. Możesz spędzić godziny i dni na
poligonie, ćwicząc przeróżne warianty ale żadne szkolenie nie przygotowuje Cie do tego co zastaniesz
na ziemi.
Wtem czerwony kolor kontrolki zamienił się na zielony, a boczne drzwi otworzyły się z głośnym
trzaśnięciem. Śmigłowiec zbliżył się do ziemi wzniecając tuman żółtego kurzu. Kiedy stopa dotyka
wrogiej ziemi kończy się czas na rozterki...


Był jeszcze zimny styczeń, kiedy zadzwonił do mnie Beltus mówiąc „słuchaj robimy w czerwcu
symulacje w Bieszczadach, coś czego jeszcze nie było”. Pomimo iż nie znaliśmy żadnych szczegółów
decyzja mogła być tylko jedna, „wchodzimy w to”.
Chwilę później pojawiły się pierwsze oficjalne informacje-prowincje Bashra opanowali talibańscy
bojownicy siejąc przemoc i chaos, lokalny rząd nie mogąc sobie poradzić poprosił o wsparcie siły
międzynarodowe. Stało się jasne, że milsim będzie miał charakter misji stabilizacyjnej. Po krótkiej
dyspucie postanowiliśmy, że porzucimy tradycyjną do tej pory rolę mazowieckiego „biednego
partyzanta” i spróbujemy sił po stronie „rządowej”. Ponieważ cały kontyngent ASAF miał być
podzielony wg specjalności pozostał nam tylko wybór przydziału. Jako iż od pewnego czasu zaczęliśmy
cykl szkoleń z ratownictwa taktycznego,postanowiliśmy zgłosić się do komponentu CSAR gdzie
mieliśmy szansę wykorzystać tą wiedzę w praktyce.

Góry potrafią dopiec ludziom, którzy śmią naruszać ich prywatność. Tym razem ich kaprys objawił się
tym że śmigłowiec nie mógł wylądować na stromym zboczu gdzie znajdowała się rozbita drużyna
zwiadu, tylko kilkaset metrów dalej. Kilkaset metrów może nie wydawać się dużą odległością, nawet
dla niezbyt sprawnego fizycznie człowieka. Jednak te same kilkaset metrów to co innego gdy składa
się na nie głęboki jar z rwącym potokiem na dnie i strome,pokryte mokrą, śliska gliną zbocze a Ty
masz na sobie kilogramy oporządzenia. Do tego w każdej chwili może Cię dosięgnąć wrogi ostrzał.
Sytuację tylko trochę wynagradzał fakt, że w bladym świetle świtu dało się zauważyć w punkcie
podjęcia wszędobylski łazik należący do działających w prowincji PMC. Było ich raptem dwóch ale
przynajmniej tym razem nie trzeba wchodzić w kocioł bez jakiejkolwiek osłony. Oprócz najemników na
miejscu ze stojących było tylko kilku żołnierzy zwiadu, reszta leżała-ranna lub martwa.
Po krótkiej naradzie zapadła decyzja że PMC przeprowadzą ewakuacje swoim pojazdem do lądowiska,
skąd dalej personel zabierze śmigłowiec, w pierwszej kolejności rannych, a drużyna CSAR będzie
zabezpieczać teren, aż do jej zakończenia i wycofa się jako ostatnia. Przy załadunku pierwszego rzutu
okazał się, że samochód najemników nie jest zbyt pojemny co oznaczało co najmniej godzinę na
odsłoniętej pozycji w samym środku terytorium wroga...


Dziesięć morderczych godzin prowadzenia niezbyt żwawego busa po polskich drogach mocno dało się
we znaki, jednak po dotarciu na miejsce wszystko uległo zapomnieniu. Bieszczady zachwyciły nas
widokami, a baza ASAF zorganizowana w wyłączonej dla postronnych części ośrodka
wypoczynkowego Natura Park niczym nie przypominała spotykanej dotychczas prowizorki.
Swoje pierwsze kroki, pokierowani przez pomocnych i uprzejmych żandarmów, skierowaliśmy do
budynku TOC. Tam mieliśmy zgłosić się do komórki PRCC, która po serii pytań na podstawie
przesłanych wcześniej formularzy ISOPREP dokonała pozytywnej weryfikacji i mogliśmy rozpocząć
przygotowania do służby. Każdy z nas otrzymał mapę,talię kart z „asami” stanowiącymi główne cele
oraz kartę identyfikacyjną z QR kodem pozwalającą dokonać natychmiastowej weryfikacji uczestnika.
Podobne karty mieli talibowie, na ich podstawie mieliśmy identyfikować pozostałych poszukiwanych
przez ASAF terrorystów. Ciekawym i nowatorskim rozwiązaniem było oznaczanie replik
indywidualnym numerem uczestnika, przy okazji znakowania zostaliśmy ostrzeżeni, że pozostawione
bez opieki repliki będą konfiskowane przez MP. Jak procedury to procedury. Z formalności pozostała
nam jeszcze odprawa dla uczestników ze strony lokalnych służb, która miała się odbyć o 20:00 jednak
nikt z przedstawicieli władz się na niej nie pojawił. Widać specjalnie ich nie interesowało, że po ich
terenie będzie krążyć ponad dwustu podejrzanie wyglądających osobników. Oficjalna odprawa dla
strony miała się odbyć dopiero o 23:00 więc nie pozostało nic innego jak tylko złapać te kilka godzin
ostatniego, niezakłóconego niczym snu.

Ratownicy uwijali się jak w ukropie starając się zebrać w punkcie ewakuacji ciała poległych żołnierzy i
przeszukując zabitych rebeliantów w poszukiwaniu broni,dokumentów i innych cennych z punktu
widzenia wywiadu przedmiotów. Przenoszenie ciał po stromym i śliskim zboczu góry okazało się dużo
trudniejsze niż ktokolwiek się spodziewał, nawet użycie sprzętu w postaci noszy i lonż niewiele
pomogło. Sytuacji nie ułatwiało rozrzedzone na tak znacznej wysokości powietrze, sprawiające że
płuca łapczywie domagały się każdego kolejnego oddechu.
Wydawało się, że góry zasłużenie noszące miano Zabójców Hindusów na każdym kroku próbują
okazać ludziom, że są tu tylko niechcianymi intruzami. Jakby sam klimat nie był zabójczy, góry mają
swoich nie mniej dzikich i groźnych obrońców. Kilka takich ciemnych punktów pojawiło się na
oddalonych zboczach, tak daleko że nawet przez szkła lunety udało się ustalić tylko tyle, że są to
ludzie. Pomimo iż każdy taki kontakt jest powodem do zachowania najwyższej gotowości, to jednak
nie każdy mieszkaniec gór jest talibańskim bojownikiem. Większość to zwykli rolnicy i pasterze, którzy
nie wtrącają się w cudze sprawy. Często jednak talibańscy obserwatorzy udają nieuzbrojonych
wieśniaków, wiedząc że międzynarodowe konwencje nie pozwalają siłom ASAF na otwarcie ognia.
Osobnik bez broni za to robiący zdjęcia i co chwila podnoszący do twarzy coś przypominającego radio
na pewno jest takim informatorem. Jego pojawienie się jest sygnałem najwyższego zagrożenia, gdyż
w każdej chwili może naprowadzić przeważające siły bojowników w rejon operowania oddziału
ratunkowego.


Szybka pobudka, deszcz dzwoni o szyby, na zewnątrz ciemno i wieje zimny wiatr. Ulubiona pogoda
każdego milsimowca. Na zegarku 22:50 czas udać się do TOC na odprawę dla strony rządowej.
Ojciec prowadzący Szpargał w kilku słowach przypomniał nam, ogłoszone wcześniej w sieci formę
misji jaką przeszło nam wykonywać oaz obowiązujące zasady, zwłaszcza dotyczące użycia broni i
innych środków przymusu wobec ludności lokalnej. Jasno wynikał z nich, że naszym zadaniem jest
„nieść wolność i demokracje”, a każde niefortunne zdarzenie w którym ucierpią cywile zostanie
bezlitośnie wykorzystane propagandowo przez terrorystów. Nakładało to na siły ASAF szereg
ograniczeń, które miały bolesne skutki w czasie misji. Sukces operacji miał zależeć od połączenia
działań humanitarnych jak np. dostarczanie zapasów do wiosek i zapewnienia bezpieczeństwa ich
mieszkańców, i precyzyjnych operacji militarnych-głownie likwidacji obozów bojowników, przede
wszystkim ich przywódców-tzw. Asów. Oprócz tego zostaliśmy ostrzeżeni przed szeregiem zagrożeń
czyhających na nas w lesie-od dzikich zwierząt począwszy, na dzikich ludziach kończąc. Istny
bestiariusz rodem z Warhammera, cytując klasyka.
Po odprawie przyślą pora na rozpoczęcie działań operacyjnych. Dla oddziałów recon misja rozpoczęła
się jako pierwsza. Już w godzinę po oficjalnej odprawie pierwsze grupy zwiadowców-przed nimi stało
największe wyzwanie jako że po pierwsze działali z daleka od FOB i byli zdani niemal wyłącznie na
własne siły, dwa że czekał ich największy wysiłek fizyczny, trzy że od powodzenia ich misji wykryciu i
rozpoznaniu celów zależał sukces głównych działań. Od godziny pierwszej w nocy swoje działania
rozpoczęły pozostałe komponenty.
Pierwszy nocny dyżur CSAR przypadł właśnie nam. Szczerze mówiąc spodziewaliśmy się raczej nudnej
i spokojnej nocy jednak nie po to przyjechał cały las talibów, żeby panował spokój. Ledwo po
pierwszej w nocy bojownicy postanowi się z nami przywitać ostrzeliwując bazę z moździerzy.
Wprawdzie atak okazał się nieszkodliwy i nikt nie ucierpiał, jednak dało się wyczuć, że talibowie nie
przyjechali w Bieszczady tylko na pokaz i będą się starali uprzykrzać nam życie na wszelkie możliwe
sposoby.
Panujący po ataku spokój nie trwał długo, bo już w niecała godzinę po nim otrzymaliśmy meldunek o
drużynie w izolacji. Jak się słusznie domyślaliśmy organizatorzy postanowili zrobić nam niespodziankęjedna
z drużyn była poza oficjalnymi zapisami i weszła w teren potajemnie, właśnie po to by
symulować oddział realizujący EPA. Po krótkiej analizie dokumentów i naradzie z dowódcami
pozostałych drużyn CSAR doszliśmy do wniosku, że nocne poszukiwania na rozległym, pofałdowanym
terenie drużyny zachowującej ciszę radiową są bezcelowe, jako iż szanse odnalezienia są bliskie zeru.
Misja ratunkowa została odłożona do godziny 9 rano dnia następnego-w tym czasie izolowana
drużyna miała osiągnąć pierwszy znany nam punkt i otworzyć okienko radiowe, przez co szanse na
skuteczną ewakuację rosły.
Nie mając innego wyboru wróciliśmy do żmudnego dyżurowania, urozmaiconego tylko komunikatami
radiowymi rozchodzącymi się po całym TOC. Ok 4 rano standardowe meldunki zmieniły ton na nieco
bardziej niepokojący, z czego można było wywnioskować, że wkrótce czeka nas wyjazd na misje. Jedna
z drużyn zwiadowczych (callsign Barcelona) napotkał grupę lokalnej ludności-przy próbie rozbrojenia i
weryfikacji ich tożsamości doszło do incydentu z wymianą ognia. Talibowie zostali zlikwidowani,
jednak drużyna Barcelona poniosła dotkliwe straty, które uniemożliwiły im kontynuowanie zadania.
Ranni i zabici żołnierze wymagali ewakuacji zatem padł rozkaz wykonania misji ratunkowej. Zadanie to
przypadło w udziale nam, razem z nami miała działać załoga pojazdu MEDEVAC. Czas grał kluczową
role w powodzeniu misji więc wyruszyliśmy bezzwłocznie.
Po przybyciu na miejsce okazało się, że ranni znajdują się na szczycie stromego wzniesienia
oddzielonego od drogi głębokim rowem, którego dnem płynął wartki strumień. Musieliśmy zostawić
pojazd na drodze i pokonać kilkaset metrów przeszkód terenowych, by dotrzeć na miejsce. Ewakuacja
w takich warunkach byłaby niezwykle trudna jednak na miejscu zastaliśmy drużynę PMC wyposażoną
w porządne, prawdziwie offroadowe auto zdolne do pokonana tak trudnego terenu. Po
zabezpieczaniu pozycji, z pomocą terenówki kontaktorów rozpoczęła się żmudna ewakuacja w
kolejności ranni, zabici, żywi. Z uwagi na ograniczoną pojemność samochodu, ewakuacja tak dużej
ilości ludzi jednym pojazdem trwała niebezpiecznie długo-znajdowaliśmy się na otwartym terenie
opanowanym przez wroga. Nerwową atmosferę podgrzewał fakt, że na okolicznych wzniesieniach
dało się zaobserwować obserwujących nas ludzi,a jeden z talibów obserwował nas nie więcej niż ze
stu metrów nadając meldunki-niestety ROE nie pozwalało nam otworzyć ognia do nieuzbrojonego
„cywila”. Atak był możliwy w każdej chwili-chyba tylko odrobina szczęścia sprawiła, że nie nastąpił, i
po ewakuacji ostaniach żywych członków drużny Barcelona mogliśmy opuścić pozycję i również
powrócić do bazy. Oprócz satysfakcji z wykonanego zadania, misja przyniosła nam też niezwykle
cenną zdobycz-u jednego z zabitych talibów znaleźliśmy mapy, tabele kodowe i odbiornik GPS z
zaznaczonymi punktami obserwacyjnymi talibów. Dodatkowo jeden z zabitych bojowników był na
liście poszukiwanych. Pierwszą misje uznaliśmy za udaną i o godz. 6 rano zakończyliśmy nasz dyżur
udając się na zasłużony odpoczynek.

Na wrogiej ziemi minuty zamieniają się w godziny, mozolna i żmudna ewakuacja wydawała się trwać
w nieskończoność. Ta naprawdę jednak, jak uczy fizyka, dla każdego czas płynie tak samo i tylko od
człowieka zależy jak go wykorzysta. Jedni mogą psioczyć na niewdzięczną służbę, stojąc jak na patelni
i czekać na wrogi strzał. Inni robią swoją robotę niezależnie od warunków, osłaniając operacje,
chroniąc kolegów a przy okazji zbierać z pokonanych wrogów intel dla sztabu...


Drugi dzień symulacji od razu obudził nas awanturą. Tuż po pobudce i śniadaniu zostaliśmy wezwani
do TOC na dwie godziny przed oficjalnym początkiem dyżuru-jedna z drużyn CSAR nie powróciła
jeszcze z terenu, a drużyna dyżurująca dostała rozkaz wyjazdu z FOB, więc przypadł nam zaszczyt
przejęcia dyżuru. Sprawy zaczęły przybierać dla ASAF niekorzystny obrót, gdy wysłany do wioski
konwój z zaopatrzeniem został zaatakowany przy pomocy IED a następnie ostrzelany, ponosząc duże
straty. Zostaliśmy postawieni w stan gotowości z zadaniem wspierania i zabezpieczania ewakuacji
rannych. Szybki załadunek do wozu i po krótkim pożegnaniu przez Szpargała słowami „Księciu, tylko
nie daj się zabić” ruszyliśmy w kierunku pobojowiska. Ku naszemu zdumieniu po drodze zostaliśmy
zatrzymani przez powracający z miejsca zdarzenia patrol-krótka wymiana zdań pomiędzy kierowcami,
potwierdziła że na miejscu nie pozostał już nikt do podjęcia. W świetle tych informacji nasza misja
została uznana za bezcelową i zostaliśmy zawróceni do FOB w połowie drogi do celu.
Po raptem godzinie spokoju w FOB znowu zaczął się szerzyć się chaos. Tym razem spowodowany był
wizytą notabla pragnącego ogrzać się przy kamerach w blasku militarnych sukcesów. Wizytujący
minister jak każdy biurokrata zabrał ze sobą liczną ochronę dla której był prawdziwym utrapieniem.
Na szczęście wizyta VIPa w TOC nie trwała długo i po krótkiej rozmowie z Pattonem, minister udał się
do jednej z wiosek, gdzie lokalny snajper ugościł go pociskiem .388 Lapua Magnum w otrzewną.
Jedynie szybka i profesjonalna interwencja służby medycznej sprawiła że podróż do prowincji Bashra
nie była dla ministra ostatnią.
Nie było nam jednak dane zbyt długo medytować nad ulotnością biurokratycznego życia, gdyż sztab
postawił nam kolejny rozkaz bojowy. Tym razem zadanie miało polegać na ewakuacji trzech drużyn
działających w dalekim oderwaniu od FOB i sił głównych, na terenie opanowanym przez wroga.
Zadanie z pozoru proste, komplikował fakt, że ukształtowanie terenu kompletnie blokowało łączność z
rejonem operowania podejmowanych ekip, a dwa, że z powodu braków w parku maszyn mieliśmy do
dyspozycji wyłącznie transita MEDEVAC, którym mieliśmy wykonać nie więcej niż dwa kursy. Dwa
kursy by podjąć łącznie kilkunastu ludzi i samemu wrócić. Okienko ewakuacji otwierało się o 16 także
zostało nam kilka chwil na opracowanie planu działania, podział zadań, wypełnienie EPA, czekanie aż
odnajdą się kluczyki od auta i ruszyliśmy w teren. Podroż minęła gładko bez zaczepek ze strony
terrorystów, pierwszym zaskoczeniem dopiero napotkanie drużyn „Grabarz” i „Huzar” kilkaset
metrów przed punktem podjęcia. Nie pozostało nam nic innego niż, zatrzymać pojazd i zabezpieczyć
improwizowane „lądowisko”. Po krótkiej weryfikacji rozpoczęliśmy załadunek drużyny „Huzar”, w jej
trakcie okazało się że „Huzar” i „Grabarz” ciągną za sobą ogon w postaci pojedynczego piechura.
Podejrzany osobnik został bezzwłocznie zatrzymany, procedura weryfikacji w jego przypadku okazała
się negatywna więc został rozbrojony i skuty, aby bezpiecznie przetransportować go do bazy jako
jeńca. Po załadowaniu jeńca większość oddziału pozostała na miejscu w celu nawiązaniu kontaktu z
trzecią poszukiwaną drużyną „Stado”, ja sam wyruszyłem z odzyskanym personelem do FOB. Po
opuszczeniu pojazdu przez drużyny „Huzar” i „Grabarz” oraz przekazaniu jeńca do odpowiedniej
komórki w TOC, wróciłem aby podjąć swoją drużynę wraz ze „Stadem”. Początkowo podjęcie
przebiegało wyjątkowo sprawnie-najpierw nawiązanie łączności radiowej, rzucenie czerwonej świecy
dymnej jako umówionego oznaczenia „lądowiska”, aż do momentu w którym w wyniku drobnego
błędu kierowcy transit uległ uszkodzeniu-w wyniku szarpnięcia autem otwarte boczne drzwi spadły z
prowadnicy. Przyznam szczerze, że polowa naprawa prz pomocy multitooli w obronie okrężnej
dookoła auta była bardzo klimatyczna. Na szczęście naprawa zakończyła się sukcesem i obyło się bez
kontaktu z przeciwnikiem. Chwilę później byliśmy już w drodze do FOB po kolejnej udanej misji, w
której nie ponieśliśmy żadnych strat i odzyskaliśmy oderwane drużyny w komplecie. Po powrocie
zostaliśmy zluzowani na trzy godziny, a od 21 czekał nas kolejny dyżur.
Po przybyciu na dyżur bojowy do TOC przywitały nas hiobowe wieści. Siły ASAF zostały rozbite
podczas ataku na jedną z talibańskich wiosek ponosząc bardzo dotkliwe straty. W związku z tym na
godzinę 22 została zarządzona nadzwyczajna odprawa dla wszystkich komponentów. W międzyczasie
docierały do FOB kolejne rozbite oddziały międzynarodowe- od jednego z nich dowiedzieliśmy się w
terenie pozostał jeden z ich kompanów, niestety przed wyruszeniem na misje nie pozostawili w TOC
formularza EPA przez co zorganizowanie skutecznej misji ratunkowej było niemożliwe. Szczerze
mówiąc odczuliśmy z tego powodu głęboki niesmak.
Nadzwyczajna odprawa również nie wzbudziła entuzjazmu. Ogłoszono na niej że de facto
rezygnujemy z dotychczasowej koncepcji prowadzenia operacji, zamiast tego „policzono szable” i
ogłoszono „plan awaryjny”- większość pozostałych sił miała symulować ataki na wioski celem
odwrócenia uwagi od oddziałów SF, mających zinfiltrować obozy i zlikwidować prawdopodobnie
przebywających tam „asów”. Nam miało przypaść w udziale organizowanie casaulty collection point
do którego mieliśmy zbierać rannych i przekazywać do dalszej ewakuacji,a po samej odprawie
poproszono nas o odciążenie resztek sił regularnych i pełnienie wart przez około godzinę. Podczas
patrolowania bazy doszło do kilkukrotnego kontaktu wzrokowego z oddziałami talibów okrążającymi
FOB w znacznym oddaleniu. Start operacji wyznaczono na godzinę 01:30, ale na skutek działania mgły
wojny do części osób dotarła wersja o wymarszu o godz 03:00 przez co spora część zdolnych do walki
sił nie stawiła się do misji.
Ostatecznie do walki ruszyli Ci co się po prostu pojawili. Przerzut trwał długo- po raz kolejny mściła się
mała pojemność użytkowanych pojazdów. My jak zwykle pojechaliśmy jako ostatni, łapiąc w przelocie
kontakt z wrogim spoterem sygnalizującym nasz przejazd krótkim błyśnięciem latarki. Po dotarciu na
rejon ześrodkowania okazało się, że oddziały SOF nie wyszły jeszcze na pozycje wyjściowe i pozostaje
nam czekać. Czekać, czekać i jeszcze raz czekać. Tutaj bije się w milsimowe piersi gdyż w sytuacji
kompletnego pata i mając w perspektywie następnego dnia rano podróż 450 km jako jedyny kierowca
ok godz 4 rano poprosiłem o zluzowanie i powróciliśmy do FOB, nie czekając na dalszy rozwój sytuacji.

Duma jest wtedy kiedy Twoja stopa jako ostatnia opuszcza pole bitwy. Duma jest wtedy kiedy wracasz
do bazy, wszyscy Twoi towarzysze siedzą obok Ciebie cali i zdrowi. Duma jest wtedy kiedy wszyscy Ci
którzy oczekiwali Twojej pomocy, których nadzieją byleś gdy dotykali skrwawionej ziemi powrócili
bezpiecznie dzięki Tobie. Ta duma to największa nagroda jaka może spotkać żołnierza CSAR.


Ostatnią urzędową sprawą jaka pozostała do zrobienia następnego dnia do odprawa końcowa dla
obydwu stron po oficjalnym zakończeniu symulacji. Ni było wielkim zaskoczeniem dla nikogo, że
ogłoszono na niej zwycięstwo strony talibańskiej, która mnie tylko wykonała większość swoich zadań
ale także osiągnęła całkowitą inicjatywę i kontrolę nad AO. Miny grających po stronie ASAF były
kwaśne ale nikt nie mógł zaprzeczyć, że bojownicy Paku Ladena w pełni zasłużyli na swoje zwycięstwo.
W takiej sytuacji nie pozostało nam nic innego jak zjeść przydziałową kiełbaskę z grochówką, przybić
piątkę ze wszystkimi przyjaciółmi którzy wzięli udział w symulacji zarówno po jednej jak i drugiej
stronie, po czym zapakować się w Zenbusa i powrócić do kraju w glorii weterana misji stabilizacyjnej.
Jednak zapewne któregoś dnia śmigłowce ASAF jeszcze przetną niebo prowincji Bashra, my na pewno
wtedy będziemy, bo jak mówi klingońskie przysłowie zemsta najlepiej smakuje na zimno...

ZEN FIGHTER

Administrator has disabled public posting. Please login or register in order to proceed.
There are 0 guests and 0 other users also viewing this topic

Board Info

Board Stats
 
Total Topics:
254
Total Polls:
0
Total Posts:
1961
User Info
 
Total Users:
436
Newest User:
bitex
Members Online:
0
Guests Online:
154

Online: 
There are no members online

Sklepy

Współpracujemy